„Dom nie z tej ziemi”_prezentuję fragment książki powstałej w ramach stypendium MKiDN

DOM NIE Z TEJ ZIEMI /fragment/Małgorzata Strękowska-Zaremba

 Kryjówka w krzakach

–  Co robisz w krzakach? Mieszkasz tu?

Obcy głos zaskoczył Marysię. Myślała, że w krzakach jest niewidoczna. Jej serce zatrzepotało jak przestraszony ptak i wskoczyło do gardła, żeby się w nim ukryć.

Dziewczynka odwróciła głowę. Nieznajomy chłopak patrzył na nią z góry.

– Nie mieszkam w krzakach, nie – zaprzeczyła pospiesznie, chociaż z sercem w gardle trudno było mówić.

Chłopak się roześmiał.

– Nie pytałem, czy mieszkasz w krzakach – powiedział rozbawiony. Roztrącił gałęzie rozczochranych wiosennych krzewów. Z drobnych liści posypały się przezroczyste krople rosy. Brzdęk! Brzdęk! – rozpryskiwały się na ziemi jak szklane kule zrzucane ze szczytu góry na twardą skałę.

– Pytałem, czy mieszkasz przy tej ulicy. To Radosna, tak? Widziałem cię w szkole.

Tym razem serce zadrżało niczym zostawiony na mrozie psiak. A przecież dzień był dość ciepły.

Widział mnie w szkole? Mieszka tu! – pomyślało się Marysi w głębi strwożonego serca i zapytało się:

– Mieszkasz tu?

Jeżeli chłopak chodzi do jej szkoły, to może mieszkać właśnie przy TEJ ulicy, Radosnej. Marysia nie znała tu prawie nikogo. W zasadzie wszyscy byli przybyszami z innych dzielnic lub miejscowości, bo osiedle dopiero powstawało i codziennie wyrastał jakiś nowy dom, do którego wprowadzali się jacyś nowi, obcy ludzie.

Chłopak zachichotał.

– Nie mieszkam w krzakach – odpowiedział.

Marysia też byłaby się roześmiała, gdyby nie serce w gardle, które za nic nie chciało wrócić na swoje miejsce.

– Mieszkam tam. – Chłopak wskazał za siebie, na odległe blokowisko.

– Daleko – dziewczynka poczuła ulgę. Jej serce fiknęło i ześliznęło się do piersi już bez drżenia. – Ja mieszkam… Wiesz, gdzie jest stare osiedle nad rzeką? To tam mieszkam. W domku. To znaczy, w dwóch pokojach, bo to dom cioci, ale budujemy nowy dom dla siebie.

– Daleko – powtórzył za Marysią.

– Przestraszyłeś mnie. Mógłbyś… – chciała powiedzieć: „mógłbyś się tak nie skradać”, ale ją ubiegł.

– Zapukać? – spytał z rozbawieniem w oczach. – Się nazywam Daniel. Mieszkam w blokach od tygodnia. Fajna ta kryjówka w krzakach. W co się tu bawisz?

Serce ukłuło Marysię w żołądek.

Można żyć z sercem w brzuchu? – pomyślało się jej i powtórzyło się głośno.

Daniel wybuchnął gromkim śmiechem.

– Ciszej! – Marysia szarpnęła go za rękaw bluzy. – Mów szeptem. Proszę…

– Dlaczego szeptem?

Śledzisz kogoś? – chłopak przykucnął obok dziewczynki i ostrożnie rozchylił krzaki od strony ulicy Radosnej. Zobaczył kilka nowych domów. – Śledzisz! – potwierdził swoje przypuszczenia. – Fajnie.

– Śledzę… – z wahaniem przyznała Marysia.

– Kogo? Ja też mogę? Umiem się wspinać. Ćwiczę w klubie wysokogórskim. Kumple ze starej szkoły nazywali mnie Pająk albo Spider… Z czego się śmiejesz?

Marysia nie śmiała się głośno, tylko jej oczy rozbłysły uśmiechem.

– Przecież Spider to pająk, tylko po angielsku.

– Wiem, że po angielsku! Nie jestem tumanem! – burknął, ale nie odszedł. Nudził się, więc chętnie dołączyłby do zabawy Marysi. – Kogo śledzisz? Powiedz. Pomogę ci.

Machnęła ręką.

– Nieważne. Tak tylko siedzę i patrzę.

Nie uwierzył.

– Ściemniasz. Bo zacznę krzyczeć i cię zdemaskuję! – zagroził i zaraz wykrzyknął: – Kto chce wiedzieć, co jest na pustej działce w krzakach?!

Kilku przechodniów zaczęło się rozglądać.

– Cicho! – wybuchnęła Marysia.

Nie chciała wydać TAKIEJ tajemnicy. I nie chciała żadnych pomocników, nawet umiejących się wspinać Pająków, Spiderów, czy nawet Spidermanów. Ale najbardziej nie chciała zostać zdemaskowana, dlatego odpowiedziała na pytanie Daniela.

– Śledzę dom.

Szefowa

Daniel miał niebieskie oczy i gęste blond włosy. Był wyższy i starszy od Marysi. Bardzo chciał wyglądać poważnie, niestety dołki w policzkach sprawiały, że bardziej przypominał przedszkolaka niż piątoklasistę.

Marysia nie wiedziała, czy może mu zaufać. Dotąd radziła sobie sama. Znalazła wspaniałą kryjówkę obserwacyjną, z której było widać TEN dom po drugiej stronie ulicy. Widać było, kogo wpuszczają do środka drzwi domu i kogo wypuszczają na zewnątrz. Teraz jej kryjówka została odkryta, musiała więc zrobić wszystko, żeby nikt więcej, oprócz Daniela,  nie dowiedział się o niej. Chłopak nie mieszkał przy Radosnej, więc może uda się nie dopuścić go do wszystkich tajemnic. Taką miała nadzieję.

– Śledzisz dom? – zapytał z niedowierzaniem. I roześmiał się znowu zbyt głośno.

– Przestań! – Marysia krzyknęła, zapominając o zachowaniu ciszy.

– Bo co? Dom usłyszy i ci zwieje? Chciałbym to zobaczyć – śmiał się nieprzerwanie.

– Może kiedyś zobaczysz! – rzuciła bez zastanowienia i gniewnie wciągnęła na głowę kaptur zielonej bluzy. Jej wzburzone serce dudniło niczym bębny na defiladzie.

– Jak powiem Długiemu, że śledzisz dom, to umrze ze śmiechu. Jak to robisz? Chodzisz za nim krok w krok? – mówił z rozbawieniem.

Kto to jest Długi?! – serce Marysi dobijało się o odpowiedź i mąciło jej myśli. Cicho bądź! – ofuknęła je w duchu.

– Jak zgodzę się, żebyś dołączył do mojego śledztwa, to nic nikomu nie powiesz? – spytała, starając się ukryć zdenerwowanie.

– Okej. Tylko nie kłam o jakimś domu – odpowiedział.

Marysi zrobiło się przykro. Przecież mówi prawdę. Siedzi w krzakach i cały czas patrzy na ten dom. Ale to nie jest tylko patrzenie. To jest śledzenie, bo ten dom jest tak samo tajemniczy i groźny jak chatka z piernika Baby-Jagi, chociaż nie stoi na kurzej nóżce i nie zbudowano go ze słodkich ciastek.

– Nie kłamię – powiedziała cicho. – Mówiłeś, że umiesz się wspinać. Ja też się wspinam. Nie boję się wysokości. Wejdę na każde drzewo i na każdy mur. Pokażę ci, tylko nie dziś.

– Dziś nie masz czasu, bo śledzisz dom? – zapytał z lekką kpiną, ale na szczęście nie groził już, że wyda jej kryjówkę.

– Nie tylko dlatego. Wspinam się po ciemku, żeby było trudniej – odparła.

Daniel wzruszył ramionami.

– Zmyślasz. Takie maluchy jak ty boją się ciemności – stwierdził.

– Ja się niczego nie boję. Wspiąłeś się kiedyś na dach?

– Psiej budy? Z tysiąc tysięcy razy wspinałem się na budę i nigdy nie spadłem, mówię ci. Nawet pokazali mnie w telewizji. Dostałem odznakę najlepszego wspinacza na psią budę – żartował.

Marysia parsknęła przytłumionym śmiechem.

– Nieźle, jak na pająka – powiedziała.

Przez chwilę śmiali się oboje. Serce też śmiało się do wtóru, chociaż nikt poza Marysią go nie słyszał.

– Będziemy się fajnie bawić w śledzenie, tylko zapamiętaj sobie, że ja jestem… – Marysi zabrakło właściwego słowa.

Że ja jestem szefową – pomyślało się jej.

– Że jestem szefową. Pierwsza odkryłam ten dom i zrobiłam kryjówkę obserwacyjną.

Daniel znowu wzruszył ramionami. Za mała jesteś i na szefową, i na szefa – pomyślał. Głośno jednak powiedział:

– Może być, zobaczymy jak szefujesz, szefowo.

Rozsiadł się wygodnie na ziemi.

– Który dom śledzisz? Kto się w nim ukrywa? – zapytał.

 

TEN dom 

Duże oczy Marysi błyszczały jak lustra oświetlone zielonym słońcem. Gdy przyglądała się im w samotności, widziała ukryte głęboko niechciane myśli. To chyba czarodziejska umiejętność? Na pewno. Inni ludzie nie widzą w swoich oczach tak dużo. Gdyby się wydało, że Marysia umie aż tyle, trudno sobie nawet wyobrazić, co by się działo. Odwracała więc wzrok, aby nie patrzeć w swoje oczy. Zresztą, po co jej ukryte myśli, nawet nie wiedziała, czy na pewno należą do niej.

Marysia miała jeszcze wiele innych niezwykłych umiejętności, z którymi się nie zdradzała.

– Śledzę dom z żółtymi ścianami i brązowym dachem. Ten po drugiej stronie ulicy. Widzisz? – Dziewczynka wsunęła rękę między gałęzie krzewów, żeby wskazać Danielowi dom.

Jej serce załomotało. Nic dziwnego. Żeby opowiedzieć o wszystkich tajemnicach tego domu, trzeba było mieć serce chronione twardym pancerzem, a nie zwyczajne serduszko w cieniutkiej ptasiej skorupce.

Marysia dotąd rozmawiała o tym domu tylko z Anią. To było dawno, na początku lata. Ania nie była jej przyjaciółką, ale też mieszkała nad rzeką i podobnie jak Marysia miała młodsze rodzeństwo.

– Jedź ze mną na Radosną, coś ci pokażę – zaproponowała jej Marysia.

Wsiadły na rowery i przyjechały aż tutaj. Wzdłuż ulicy stały nowe domy, jeszcze pachnące świeżą farbą. Między domami było kilka pustych placów. Upalny wiatr gwizdał tam na postrzępionych liściach i puszczał świeże bąki. Zapominał, że nieładnie robić, pruuu!, nawet na niezamieszkanych placach.

– Słyszysz? – Marysia spytała Anię.

– Co?

– Wiatr puszcza bąki – odparła.

– Bąki?! – Ania puknęła się w czoło i syknęła z bólu.

Bardzo często pukała się w czoło. Miała najbardziej opukane czoło świata. Marysia jej współczuła. Może dlatego właśnie Ani pokazała swoje odkrycie.

Dziewczynki weszły na pustą działkę, która leżała między domem niebieskim, jeszcze niezamieszkanym, i pomarańczowym, i była odgrodzona od ulicy cienką poszarpaną siatką z tak wielkimi dziurami, że szczupłe dziewczynki przecisnęły się przez nie bez trudu. Zatrzymały się na środku działki obok zwałów ziemi rozrzuconych wokół głębokiego wykopu. Coś w tym miejscu wyrastało. Na pewno!

– Coś tam rośnie. Bez kropli wody. To nie jest normalne – wyszeptała przejęta Marysia.

Ania stanęła obok niej. Przez chwilę z natężeniem wpatrywała się w głąb wykopu, aż oczy zaczęły jej łzawić.

– Nic nie widzę. Co wyrasta? Drzewo?

– Dom… – odparła Marysia, jeszcze bardziej ściszając głos.

Wtedy Ania zaczęła się śmiać. Śmiała się i śmiała. I pukała się w czoło raz po raz. Nie uwierzyła, że domy rosną podobnie jak kwiaty, drzewa, grzyby, pokrzywy, i podobnie jak one potrzebują wody, by piąć się w górę. Wsiadła na rower i wróciła nad rzekę. Powtórzyła tam wszystkim, co powiedziała Marysia. I wszyscy śmiali się i śmiali. Od tamtego lata minęło sporo czasu, a Marysia wciąż słyszała ich śmiech.

Bała się, że teraz Daniel też ją wyśmieje, dlatego powiedziała:

– Nie mogę ci zdradzić od razu wszystkiego, żeby cię nie przestraszyć. Z tym domem to jest bardzo dziwna sprawa.

– Aha, dziwna – powtórzył. – Dlaczego?

– Iii czarodziejska – ciągnęła, z ukosa zerkając na chłopaka.

– Znam się na czarach. – Widać było, że jej nie wierzy.

– On zmienia ludzi.

– W co?

– Niektórych… w potwory.

– A już myślałem, że w śmiejżelki, cha, cha… – Chłopak zaniósł się od śmiechu, zupełnie tak samo jak kiedyś Ania z opukanym czołem.

– Ja nie żartuję! Śledzenie tego domu jest niebezpieczne! Musisz przysiąc, że nie będziesz się śmiał i nikomu nie zdradzisz tego, co ci powiem i pokażę! – wyrzuciła jednym tchem. I pospiesznie zamknęła usta, żeby rozpędzone serce nie wyskoczyło w ślad za słowami, bo chyba nie można żyć bez serca?

Daniel wzruszył ramionami. Śmieszna jest ta mała –  pomyślało mu się.

– Niby komu mam zdradzić? Tym burakom z twojej szkoły? Nie dopuszczą „nowego” do swojej paczki.

– I nie boisz się? – spytała z powagą.

Znowu wzruszył ramionami.

Ma najbardziej wzruszone ramiona świata. Dobrze, że nie puka się w czoło – pomyślało się Marysi.

– Czego mam się bać? Duży jestem. Większy i starszy od ciebie.

– Patrz! – Marysia podwinęła rękaw bluzy aż pod pachę. – Widzisz sińce i strup na łokciu? Śledziłam dom. Weszłam po drzewie do okna na piętrze…

– I spadłaś! – domyślił się. – Cieniaska. Ja bym nie spadł.

– Spadłam, bo on mnie zepchnął.

– Kto?

Marysia wskazała palcem drugą stronę ulicy.

– Dom – powiedziała cicho, żeby ten dom jej nie usłyszał.

 „Zrealizowano w ramach stypendium z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego”

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii aktualności. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s