„Ryms” – recenzja „Domu nie z tej ziemi”

Właściwie dlaczego taki tytuł? Bo na tej naszej ziemi takie domy nie istnieją? Bo takie rzeczy nie zdarzają się w naszym otoczeniu? Małgorzata Strękowska-Zaremba opisuje w swojej książce, że takie domy istnieją, być może nawet w naszym sąsiedztwie, i pod swoją słoneczną, brzoskwiniową czy pistacjową fasadą skrywają cienie, mróz i przerażającą ciszę.

Dawno żadna książka nie wstrząsnęła mną tak bardzo. A na pewno żadna, skierowana do dzieci. Opowieść o Marysi, jej nowym koledze Danielu i ich wspólnym śledztwie jest pięknie napisaną, przeplataną poetyckimi wręcz opisami historią o bardzo trudnym problemie, o którym należy rozmawiać. Autorka opisuje bowiem tę palącą, często nagłaśnianą w mediach kwestię* w sposób, który zdumiewa. Tak jak zdumiewa nas, gdy dowiadujemy się, że ktoś z naszych znajomych, sąsiadów, bliskich sam boryka się z tym problemem. Myślimy wtedy: to niemożliwe, taka porządna rodzina, taka opiekuńcza mama, taki troskliwy tata, takie sympatyczne dzieci. Przecież nic na to nie wskazywało, zauważyłabym / zauważyłbym… Ja też dałam się zwieść tytułowi, ilustracjom Daniela de Latoura, tajemniczej bohaterce. Myślałam, że to kolejna detektywistyczna powieść dla młodzieży, jakich coraz więcej pojawia się na polskim rynku.

Fabuła opiera się na historiach trzech rodzin – rodziny Marysi, o której wiemy tylko tyle, ile dziewczynka opowie naprędce swojemu nowemu koledze Danielowi; rodziny Daniela, którą poznajemy podczas opisów ich zwyczajnego życia zaraz po przeprowadzce – pełnego wzajemnego zrozumienia, zwykłej troski, szacunku; oraz historii rodziny z tajemniczego żółtego domu przy ulicy Radosnej. To z pozoru zwyczajna rodzina – mama, tata, mały chłopiec i mała dziewczynka. Marysia od długiego czasu obserwuje tę rodzinę z ukrycia, zna jej tajemnicę. Odkrywa, że ich dom potrafi zmieniać ludzi. Dziewczynka jest bardzo skryta, wrażliwa i łatwo ją przestraszyć. Dlatego misja, jakiej się podjęła – uratować rodzinę z żółtego domu nie z tej ziemi od złego czaru – wydaje się ponad jej siły. Dobrze, że pojawia się Daniel, energiczny chłopiec, szukający przygód, nowych wyzwań, ciekawy świata. Razem tworzą świetny duet – ona uczy go dostrzegać to, co głęboko ukryte i wsłuchiwać się w ciszę, której nie pokona żaden krzyk, on rozładowuje napięcia swoim humorem i pewnością siebie. Daniel jako jedyny wierzy Marysi w jej opowieść o domu, na który nie pada deszcz i który nie ma cienia. 

Bardzo kibicowałam tej parze. Bardzo chciałam, żeby ta opowieść skończyła się dobrze. Tak samo, jak kibicuję dzieciom, o których słyszę w radiu czy czytam w gazetach. Czy one również opowiadały w szkole, że siniaki to efekt przygotowań do bycia alpinistą w przyszłości, czyli spadania z drzew, wysokich murów, kominów? Czy ich tata zamieniał się w lwa, bo nadepnął w nocy na klocek przez nieuwagę pozostawiony na dywanie? Czy ich dom również był zaczarowany i nie miał swojego cienia, który wpełzł do środka i ukrywał się za malowanymi szybami? Czy tam, gdzie powinno być ciepło i bezpiecznie – było mroźno i padał śnieg? Pewnie każde z tych dzieci ma swoją własną historię, w którą nikt nie wierzy, bo jest nie z tej ziemi. Jednak czy ktoś je uratuje? Bardzo chciałabym, żeby ich historie kończyły się dobrze.

 

*Celowo nie piszę, o jaki problem chodzi – nie chcę nastawiać na jakikolwiek sposób odbioru. Dałam się zaskoczyć Autorce i myślę, że również dzięki temu ta książka tak mnie poruszyła.

 

Karolina Fyszel-Koźlicka

 

 

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii aktualności, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s