„Biała plama” książka dla młodzieży

Fragment książki „Biała plama” powstałej w ramach realizacji stypendium MKiDN.

Dzień ankiety

Wychowawczyni Oli, Alicja Pęska, rozdała ankietę do wypełnienia. Anonimową, oczywiście. Było to mniej więcej pod koniec pierwszego półrocza. Szkoła Oli jest prywatną placówką. Dbanie o dobre samopoczucie uczniów zapisano w statucie. Z tego względu zarząd szkoły zapraszał na spotkania z wychowankami psychologów, terapeutów oraz zachęcał do wypełniania anonimowych ankiet. Na początku każdego miesiąca jedna lekcja wychowawcza poświęcona była temu zadaniu. Nudnemu, prawdę mówiąc. Większość uczniów wypełnia ankiety bezrefleksyjnie, nie wnikając zbytnio w sens zapytań. Także Ola. Jednak tym razem, mimo że ankieta nie różniła się zbytnio od poprzednich, wprawiła dziewczynę w zdumienie. Zaskoczyło ją, że słowem TAK lub NIE wycenia się czyjeś życie niczym obraz wystawiony na licytację. Proste to jak drut i przeraźliwie głupie.

Polecenie brzmiało „Podkreśl właściwą odpowiedź”. Ile można powiedzieć o człowieku, gdy ma się do wyboru tylko TAK, NIE?

  Czas wlókł się znudzonym tempem, być może dlatego w klasie było wyjątkowo sennie i cicho. Szept Tomka, klasowego wesołka, zabrzmiał więc niczym szelest foliówki podczas seansu filmowego.   

– Nie wypełniajcie, bo wyjdzie, że jesteście mutantami.

– Wszyscy jesteśmy zmutowani. Nie ma już ludzi czystej krwi – odpowiedział mu Kuno z ostatniej ławki, wysoki, barczysty blondyn o długich włosach związanych w kitkę na karku. Oczywiście nie silił się na ściszenie głosu.

– To wina smogu i śmieciowego żarcia – oznajmiła Elza, dziewczyna Kuna. Energicznie przeczesała palcami włosy pokryte farbą w kolorze ciemnej czekolady. Polakierowane paznokcie błysnęły odblaskowym powidokiem na jej zadbanej fryzurze.

– Nie tylko, przecież wszystko jest zatrute. Ziemia, woda, powietrze. – Jadzia, gospodyni klasy, wybrana nią – jak twierdzili złośliwi – ze względu na ośli upór, pomysły nie do wykonania i nieprzeciętnie wysoki wzrost, już gotowała się do wykładu na temat zanieczyszczeń, globalnego ocieplenia, pandemii i końca świata.

– Martwi cię los planety? – Tomek zapytał z tak nieudawanym zainteresowaniem, że tylko wprawne ucho dosłyszałoby w jego głosie kpinę.

Jadzia wyczuła jednak intencje kolegi.

– Nic nie rozumiesz! Człowiek jest wszystkiemu winien! W tym ty!

Z furią przebiła powietrze wskazującym palcem. Gdyby trzymała broń w rękach, pociągnęłaby za spust.

Dziewczyna była bardzo zaangażowana w ratowanie świata. Podobnie jak Ola, tylko że ostatnio przestało ją to obchodzić. Los zwierząt, zmiany klimatyczne, topnienie lodowców, nawet wirusy, które w każdej chwili mogą skasować ludzkość. 

– Właśnie! Spadaj Tomcio z naszej planety – roześmiała się Maja, błyskając aparatem ortodontycznym.

Rozmowa przelatywała Oli koło uszu. Słyszała, rozumiała, mimo to czuła się jak papierowa lalka posadzona pośród żywych ludzi. Gdyby oznaczyć ją którąś z części mowy określających istoty żywe, można by powiedzieć, że wciąż jest rzeczownikiem, nastolatką wzrostu metr siedemdziesiąt osiem i wadze sześćdziesiąt dziewięć kilogramów. Dziewczyną o owalnej twarzy, lekko zadartym nosie, niebieskich oczach i długich blond włosach upiętych w kok na czubku głowy. Jednak nie przynależy do rzeczowników żywotnych. Do nieżywotnych również nie. Coraz częściej była czymś pośrednim, nieprzewidzianym przez gramatykę języka ojczystego.

– Dosyć. Dobrze się bawicie, ale to poważna sprawa, więc proszę o powagę – powiedziała Pęska, czterdziestopięciolatka o patynowych włosach i zbyt mocno poczernionych brwiach. Uczyła geografii, była w tym doskonała, jednak wychowawstwo ją nudziło. Należała do tych pedagogów, którzy nie zapisują się w pamięci uczniów ani źle, ani dobrze. Być może dlatego Olka nie poświęciła jej wiele miejsca w swoich zapiskach. 

– Racja, życie należy traktować poważnie, ponieważ jest poważnym nieporozumieniem. – Tomek musiał mieć ostatnie zdanie.

– No! – Elza aż podskoczyła na krześle z podekscytowania. Zazwyczaj zaczynała od „no”, gdy miała błysnąć jakąś odkrywczą ripostą. W jej mniemaniu odkrywczą. – W ciążę można zajść na poważnie lub w wyniku nieporozumienia!

Rozejrzała się z triumfującym uśmiechem, jednak nie doczekała się aplauzu.

– Bo takie życie w wyniku nieporozumienia jest nieporozumieniem… więc czego nie rozumiecie? – skrzywiła się z dezaprobatą.

Elza była jedną z najlepszych matematyczek w klasie, ale również rozkapryszoną, złośliwą, wynoszącą się nad innych dziewczyną.  

Do liceum Oli dostawali się głównie najlepsi, niekoniecznie z matematyki. Większość z listy uczniów miała świadectwa z czerwonym paskiem. Zadaniem szkoły było pomóc im w wyborze przyszłej drogi i radzeniu sobie w świecie, w którym dominują specjalizacje. W odróżnieniu od Elzy – matematyczki, Olka była prymuską – omnibuską, podobnie jak Jadzia, Zosia, Ołena, Haszim czy Stefan. Każdy przedmiot traktowała równie poważnie i żaden nie sprawiał jej trudności. Bardziej lubiła literaturę i historię niż przedmioty ścisłe, jednak nie dokonała jeszcze żadnego wyboru. Zawsze była wśród najlepszych i nie przychodziło jej do głowy, że może być inaczej, że można sobie odpuścić, wyhamować z nauką.

Pochyliła się nad kartką. Czytała pytania i podkreślała odpowiedzi. Nie wymagały głębokiej zadumy.

  1. problemy w nauce                                                                                  TAK  NIE

2. problemy z rówieśnikami, znęcanie się fizyczne lub psychiczne    TAK  NIE

3. cyberprzemoc, hejt w stosunku do twojej osoby                              TAK  NIE

4. kłopoty z porozumieniem się z rodzicami/opiekunami                            TAK  NIE

– O co w tym czwartym chodzi? Nigdy nie porozumiewałem się z rodzicami. – Stasiek, kumpel Kuna, szybko znudził się ciszą.

– Nie rozmawiacie w rodzinie? – zainteresowała się Pęska.

– Oni pytają, ja nie odpowiadam. O to biega?

Parę osób roześmiało się przytłumionym śmiechem.

– Masz odpowiedzieć, czy się kłócisz ze starymi, jasne?! – rzuciła podenerwowana Jadzia.

– Spoko, powstrzymaj emocje, bo zrobisz sobie krzywdę – mruknął Stasiek z urazą.

W czwartym punkcie Olka podkreśliła NIE, podobnie jak w pierwszym, drugim i trzecim. I wypełniała dalej.

5. problemy z orientacją seksualną                                                                   TAK  NIE

6. zawód miłosny                                                                                            TAK  NIE

7. kłopoty ekonomiczne                                                                                  TAK  NIE

8. niepożądana ciąża                                                                                       TAK  NIE

9. choroby psychiczne                                                                         TAK  NIE

10. niepełnosprawność                                                                        TAK  NIE

11. przemoc w rodzinie                                                                                  TAK  NIE

12. nosicielstwo wirusa HIV                                                                           TAK  NIE

Kiedy skończyła, spojrzała na całość. Przesunęła wzrokiem z góry na dół i z dołu do góry. Na wszystkie pytania odpowiedziała tak samo: NIE.

Nie mam żadnych problemów – pomyślała.

Dzięki ankiecie dokonała niezwykłego odkrycia. Powinna tryskać szczęściem jak fontanna wodą. A jednak dobrze wiedziała, że chociaż na każde z pytań podała prawdziwą odpowiedź, to cała ankieta zawiera sfałszowany obraz. Ktoś podsumuje odpowiedzi w Excelu. Olka zostanie zaklasyfikowana do bezproblemowych, urodzonych w czepku nastolatek, które uskrzydla młodzieńczy entuzjazm.

Tylko że skrzydła już jej nie unosiły. Straciła je, miała teraz cudze. Wypełniały płuca i utrudniały oddychanie. Należały do białego gołębia, z którego ulatywało życie, gdy ona spała słodkim snem. Odchodząc w niebyt, przekazał jej smutek i mrok, który przychodzi i łapie za gardło z zaskoczenia.

Wróciła wzrokiem do ankiety. Była jeszcze rubryka „inne”.

– Inne – mełła w zębach, jak rozgryzione ziarno pieprzu. Dotyczyło właśnie jej. Ale tu nie było możliwości podkreślenia TAK lub NIE. Na odpowiedź przeznaczono dwa wiersze. Aż dwa i tylko dwa. Dopiero w tym momencie dziewczyna uświadomiła sobie, jak trudna jest ankieta. Co miałaby napisać? Opowiedzieć o gołębiu w dwu wierszach? O szarości zza okna. O ciemnościach, które zapadają w środku dnia, wnikają przez pory w skórze i zamrażają ciało.

Bez sensu.

Kto to zrozumie? Excel?

Prościej mają niepełnosprawni, z kłopotami w nauce, hejtowani, w niepożądanej ciąży. Podkreślą TAK i po krzyku. Oli nie dano tej możliwości.

Nie umiem określić swoich problemów, a to znaczy, że nie ma dla mnie ratunku. Proste – zapisze w notatniku.

Łzy napłynęły jej do oczu.

– Zbieram karteczki. – Pęska klasnęła w pulchne dłonie ozdobione pierścieniami wielkości sporych muszli.

Ola wyrwana z zamyślenia zadrżała jak owiana chłodem. Potrąciła łokciem siedzącą obok Helenę, niewysoką dziewczynę o krótkich rudych włosach i piegowatej twarzy.

– Co? – spytała koleżanka.

– Nic. Głupia ta ankieta. Co ci wyszło?

– Że jestem jak kryształ, przezroczysta – odparła dziewczyna i uśmiechnęła się ironicznie prawym kącikiem ust zeszpeconych operacją przebytą w dzieciństwie.

– Kryształowa Helena – podsumowała Olka.

Była zbyt skupiona na sobie, żeby wnikać w sens słów przyjaciółki. Pospiesznie, w rubryce „inne”, napisała „nie dotyczy” i oddała kartkę. Dźwięk klaśnięcia w dłonie drżał jej w uszach niczym cichnący głos dzwonu.

„Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego”

Ten wpis został opublikowany w kategorii aktualności, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s